Technologia

Jak działa kosmiczna energetyka słoneczna – i kiedy może się urzeczywistnić

Kosmiczne elektrownie słoneczne zbierałyby światło słoneczne na orbicie i przesyłały je na Ziemię w postaci mikrofal. Po dekadach funkcjonowania jako science fiction, spadające koszty startów i udane demonstracje przybliżają tę technologię do rzeczywistości.

R
Redakcia
4 min czytania
Udostępnij
Jak działa kosmiczna energetyka słoneczna – i kiedy może się urzeczywistnić

Nieograniczone światło słoneczne, zero chmur

Na Ziemi panele słoneczne tracą moc z powodu chmur, nocy i filtracji atmosferycznej. Na orbicie geostacjonarnej – około 36 000 kilometrów nad równikiem – żadne z tych ograniczeń nie obowiązuje. Słońce świeci przez całą dobę, a niefiltrowane światło słoneczne dostarcza około 1366 watów na metr kwadratowy, czyli o około 44 procent więcej niż w najlepszych warunkach na powierzchni Ziemi. Według Europejskiej Agencji Kosmicznej, orbitujące kolektory mogłyby generować do ośmiu razy więcej energii na panel niż ich ziemskie odpowiedniki.

Ta prosta przewaga fizyczna sprawia, że inżynierowie marzą o kosmicznej energetyce słonecznej (SBSP) od czasu, gdy koncepcja ta została po raz pierwszy zaproponowana przez inżyniera lotniczego Petera Glasera w 1968 roku. Pomysł: umieścić na orbicie ogromne panele słoneczne, przekształcić zebraną energię elektryczną w skupioną wiązkę i przesłać ją do odbiorników na Ziemi.

Jak energia dociera na Ziemię

Łańcuch przesyłowy ma trzy ogniwa. Po pierwsze, wysokowydajne ogniwa słoneczne z arsenku galu – zdolne do osiągnięcia współczynnika konwersji na poziomie 40–50 procent – wychwytują światło słoneczne na pokładzie satelity. Po drugie, elektronika pokładowa przekształca tę energię elektryczną w mikrofale (lub, w niektórych projektach, w światło laserowe) i kieruje je na cel na Ziemi. Po trzecie, duża antena naziemna zwana rekteną (skrót od „rectifying antenna” – antena prostująca) przechwytuje wiązkę mikrofal i przekształca ją z powrotem w prąd stały, który zasila sieć energetyczną.

Mikrofale są preferowanym nośnikiem, ponieważ przechodzą przez chmury i deszcz z minimalnymi stratami. Gęstość mocy wiązki na poziomie gruntu byłaby wystarczająco niska, aby była bezpieczna dla ptaków i ludzi – porównywalna do stania w łagodnym słońcu – zgodnie z przeglądem technologii Departamentu Energii USA.

Z papieru na orbitę

Przez dziesięciolecia SBSP pozostawała w sferze teorii, ponieważ koszty startów były zaporowe. Wysłanie jednego kilograma na orbitę na pokładzie wahadłowca kosmicznego kosztowało około 50 000 dolarów. Ta sytuacja szybko się zmienia. Wielokrotnego użytku rakiety nośne o dużej ładowności obniżyły koszty poniżej 1000 dolarów za kilogram, a pojazdy nowej generacji obiecują jeszcze większe obniżki.

W 2023 roku California Institute of Technology osiągnął przełom: jego demonstrator kosmicznej energii słonecznej (SSPD-1) bezprzewodowo przesyłał energię na orbicie i wysłał wykrywalny sygnał do odbiornika na dachu w Pasadenie. Misja przetestowała lekkie, rozkładane konstrukcje, nowatorskie ultralekkie ogniwa słoneczne i macierz nadajników mikrofalowych o nazwie MAPLE. Chociaż dostarczona moc była niewielka, demonstracja udowodniła, że podstawowa koncepcja działa poza laboratorium.

Co mówią liczby

W lutym 2026 roku brytyjskie badanie rządowe przeprowadzone przez Fraser-Nash Consultancy, Space Solar Engineering i Imperial College London wykazało, że małe orbitalne elektrownie słoneczne mogą stać się konkurencyjne kosztowo w stosunku do energii jądrowej i pływowej do 2040 roku. Badanie przewiduje, że uśredniony koszt energii elektrycznej spadnie z 335–595 funtów szterlingów za megawatogodzinę w 2030 roku do 87–129 funtów szterlingów za megawatogodzinę dekadę później – głównie dzięki tańszym startom.

Japońska agencja kosmiczna JAXA prowadzi badania nad SBSP od początku XXI wieku i zamierza zademonstrować orbitalną stację o mocy jednego megawata do lat 30. XXI wieku. Tymczasem startup Virtus Solis Technologies planuje pilotażową elektrownię na orbicie i zamierza oferować energię komercyjną przed końcem dekady.

Przeszkody wciąż na drodze

Wyzwania inżynieryjne pozostają ogromne. Komercyjnie użyteczny satelita potrzebowałby paneli słonecznych o rozpiętości setek metrów – montowanych robotycznie na orbicie. Utrzymanie wiązki mikrofal precyzyjnie skierowanej na naziemną rektenę z odległości 36 000 kilometrów wymaga niezwykłej dokładności. A sama skala wymaganego sprzętu oznacza setki startów dla jednej stacji o mocy gigawata.

Pojawiają się również pytania regulacyjne. Międzynarodowe porozumienia dotyczące widma orbitalnego, norm bezpieczeństwa wiązki i śmieci kosmicznych muszą zostać rozwiązane, zanim jakikolwiek kraj będzie mógł obsługiwać flotę satelitów przesyłających energię. Społeczny odbiór wiązek energii z kosmosu również pozostaje przeszkodą, mimo że badania pokazują, że intensywność wiązki na poziomie gruntu stanowi minimalne ryzyko.

Dlaczego to ma znaczenie

W przeciwieństwie do odnawialnych źródeł energii na Ziemi, SBSP mogłaby dostarczać energię bazową – ciągłą energię elektryczną niezależnie od pogody i pory dnia – bez emisji dwutlenku węgla z paliw kopalnych. Dla odległych wysp, stref katastrof lub wojskowych baz wysuniętych do przodu, które nie mają połączenia z siecią, sterowalna wiązka z orbity mogłaby zapewnić natychmiastową, czystą energię. Wraz z dalszym spadkiem kosztów startów i rozwojem technik montażu na orbicie, to, co zaczęło się jako eksperyment myślowy z czasów zimnej wojny, zbliża się do inżynieryjnej rzeczywistości.

Ten artykuł jest dostępny także w innych językach:

Powiązane artykuły