Technologia

Jak działają nakazy geofencingu – i dlaczego sądy są w tej kwestii podzielone

Nakazy geofencingu pozwalają policji żądać danych lokalizacyjnych każdego telefonu znajdującego się w pobliżu miejsca przestępstwa, co stawia tradycyjne metody policyjne na głowie. W obliczu zbliżającego się orzeczenia Sądu Najwyższego USA w sprawie ich konstytucyjności, wyjaśniamy, jak działają i dlaczego wywołują tak gorące debaty.

R
Redakcia
4 min czytania
Udostępnij
Jak działają nakazy geofencingu – i dlaczego sądy są w tej kwestii podzielone

Nakaz, który działa w odwrotny sposób

Tradycyjne nakazy przeszukania zaczynają się od podejrzanego i mają na celu znalezienie dowodów. Nakazy geofencingu odwracają tę logikę. Policja wyznacza wirtualną granicę – geofence – wokół miejsca przestępstwa na mapie, określa ramy czasowe i nakazuje firmie technologicznej przekazanie danych o każdym urządzeniu wykrytym w tej strefie. Celem nie jest śledzenie znanej osoby, ale odkrycie osób nieznanych.

Po raz pierwszy użyte około 2016 roku, te „odwrotne nakazy lokalizacyjne” zyskały na popularności. Google, główny odbiorca, zgłosił otrzymanie 982 nakazów geofencingu w 2018 roku. Do 2020 roku liczba ta wzrosła do ponad 11 500, zgodnie z raportami transparentności firmy.

Jak działa trzyetapowy proces

Większość nakazów geofencingu przebiega według ustrukturyzowanej sekwencji, mającej na celu zawężenie puli identyfikowanych osób:

  1. Anonimizowane przeszukanie. Firma technologiczna przeszukuje swoją bazę danych lokalizacyjnych – Google historycznie używał repozytorium o nazwie Sensorvault, które zawierało dane z setek milionów kont – i zwraca zanonimizowaną listę każdego urządzenia znajdującego się wewnątrz geofence w określonym oknie czasowym.
  2. Rozszerzenie lokalizacji. Śledczy przeglądają zanonimizowane dane i proszą firmę o dodatkowe punkty lokalizacyjne przed i po docelowym oknie czasowym dla podzbioru urządzeń, co pomaga im zobaczyć, kto tylko przejeżdżał, a kto się zatrzymywał.
  3. Odsłonięcie tożsamości. Dla pozostałych urządzeń będących przedmiotem zainteresowania firma ujawnia tożsamość posiadaczy kont, przekazując policji nazwiska i dane kontaktowe do dalszego śledztwa.

Cały proces może przechwycić dane z dziesiątek – a nawet tysięcy – telefonów, z których zdecydowana większość należy do osób niezwiązanych z żadnym przestępstwem.

Dlaczego obrońcy prywatności biją na alarm

Czwarta Poprawka do Konstytucji USA wymaga, aby nakazy były poparte prawdopodobnym powodem i opisywały z szczególnością osoby lub rzeczy, które mają zostać zajęte. Krytycy, w tym ACLU i Electronic Frontier Foundation, argumentują, że nakazy geofencingu nie spełniają obu tych warunków. Celują w obszar geograficzny, a nie w konkretnego podejrzanego, zagarniając niewinnych przechodniów, wiernych i osoby postronne.

Obawy wykraczają poza lokalizację. Prawnicy ostrzegają, że utrzymanie nakazów geofencingu mogłoby otworzyć drzwi do innych „odwrotnych przeszukań” – takich jak nakazy słów kluczowych żądające danych o wszystkich, którzy wyszukiwali w Google określony termin lub odwiedzili konkretną stronę internetową – tłumiąc wolność słowa i stowarzyszania się.

Sądy są głęboko podzielone

Amerykańskie sądy doszły do skrajnie różnych wniosków. W 2024 roku Piąty Okręg Apelacyjny (obejmujący Teksas, Luizjanę i Missisipi) orzekł w sprawie United States v. Smith, że nakazy geofencingu są „współczesnymi nakazami generalnymi” i z natury niekonstytucyjne. Jednak w 2025 roku Sąd Karny Apelacyjny Teksasu doszedł do przeciwnego wniosku w sprawie Wells v. State, uznając je za dopuszczalne – tworząc niezwykłą sytuację, w której nakazy geofencingu są domyślnie niekonstytucyjne w teksańskich sądach federalnych, ale ważne w teksańskich sądach stanowych.

W kwietniu 2026 roku Sąd Najwyższy Minnesoty uchylił wyrok skazujący za morderstwo, ponieważ użyty nakaz geofencingu był zbyt szeroki, choć nie zakazał całkowicie tej techniki.

Sąd Najwyższy wkracza do akcji

Przełomowa sprawa Chatrie v. United States po raz pierwszy wnosi to pytanie do Sądu Najwyższego USA. Okello Chatrie został zidentyfikowany jako podejrzany o napad na bank po tym, jak policja uzyskała nakaz geofencingu obejmujący promień 150 metrów – obszar obejmujący domy, firmy i kościół w Richmond w Wirginii. Sędziowie zdecydują, czy ten rodzaj przeszukania narusza Czwartą Poprawkę.

Sprawa ta nawiązuje do orzeczenia Sądu z 2018 roku w sprawie Carpenter v. United States, które stwierdzało, że dostęp do siedmiu dni historycznych danych lokalizacyjnych z komórek wymaga nakazu. Nakazy geofencingu podnoszą stawkę jeszcze wyżej: nie tylko śledzą ruchy podejrzanego – identyfikują nieznane osoby z tłumu.

Google zmienił zasady gry

W ruchu, który ostatecznie może zmienić debatę, Google ogłosił, że przeniesie przechowywanie historii lokalizacji z centralnych serwerów na indywidualne urządzenia użytkowników. Od połowy 2025 roku Google nie może już odpowiadać na nakazy geofencingu, ponieważ po prostu nie posiada scentralizowanych danych. Jednak inne firmy nadal zbierają informacje o lokalizacji, a organy ścigania mogą szukać nowych źródeł danych – co oznacza, że pytanie o konstytucyjność pozostaje istotne niezależnie od polityki jakiejkolwiek firmy.

Co dalej

Niezależnie od tego, jak orzeknie Sąd Najwyższy, nakazy geofencingu ujawniły fundamentalne napięcie w policyjnej pracy w erze cyfrowej: siłę danych lokalizacyjnych w rozwiązywaniu przestępstw kontra prawo milionów ludzi do tego, by nie stawać się podejrzanymi tylko dlatego, że ich telefon znajdował się w pobliżu. Wynik ukształtuje granice technologii nadzoru na wiele lat.

Ten artykuł jest dostępny także w innych językach:

Powiązane artykuły