Przesłuchanie Clintona w sprawie Epsteina ustanawia historyczny precedens
Były prezydent Bill Clinton stawił się w piątek przed Kongresem na mocy wezwania – jako pierwszy były prezydent USA od ponad 40 lat – zaprzeczając jakiejkolwiek wiedzy o przestępstwach Jeffreya Epsteina. Demokraci ostrzegają, że ten ruch może zostać wykorzystany przeciwko prezydentowi Trumpowi.
Historyczne wezwanie Kongresu
Po raz pierwszy od ponad czterech dekad były prezydent Stanów Zjednoczonych zasiadł przed komisją Kongresu na mocy wezwania. W piątek Bill Clinton odpowiadał na pytania prowadzonej przez Republikanów Komisji Nadzoru Izby Reprezentantów w Chappaqua w stanie Nowy Jork – to prawnie i konstytucyjnie niezwykły moment, który może na lata zmienić granice odpowiedzialności władzy wykonawczej.
Co powiedzieli Clintonowie
Dzień wcześniej Hillary Clinton zniosła około sześciu godzin przesłuchania za zamkniętymi drzwiami. Stanowczo zaprzeczyła, że kiedykolwiek spotkała Jeffreya Epsteina, wielokrotnie powtarzając śledczym: „Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek spotkała pana Epsteina”. Stwierdziła, że nigdy nie podróżowała jego samolotem ani nie odwiedzała jego posiadłości, a kontakt z współspiskowczynią Ghislaine Maxwell opisała jako co najwyżej przelotny.
Hillary Clinton ostro skrytykowała również przebieg postępowania. Twierdziła, że pytania odbiegały od tematu i dotyczyły UFO, Pizzagate i zdyskredytowanych teorii spiskowych, a Republikanów oskarżyła o prowadzenie politycznej „przykrywki”, a nie prawdziwego śledztwa w sprawie przestępstw Epsteina.
Bill Clinton rozpoczął swoje zeznania od zapewnienia, że „nie zrobił nic złego” i „nie miał pojęcia o przestępstwach”, które popełniał Epstein. Przyznał, że latał prywatnym samolotem Epsteina co najmniej 16 razy w latach 2002-2003 w związku z działalnością humanitarną Fundacji Clintonów, ale utrzymywał, że ich znajomość zakończyła się na długo przed skazaniem Epsteina w 2008 roku za nakłanianie nieletniej do seksu.
Najpierw lekceważenie, potem uległość
Droga do piątkowego przesłuchania była burzliwa. Clintonowie początkowo odmówili stawienia się, a w styczniu 2026 roku Komisja Nadzoru Izby Reprezentantów głosowała ponadpartyjnie za uznaniem obojga za winnych lekceważenia Kongresu. Dopiero gdy zawisła groźba głosowania nad tym wnioskiem na forum całej Izby, para zgodziła się zastosować do wezwań.
Śledztwo Izby bada kilka aspektów skandalu Epsteina: federalne nieprawidłowości w pierwotnym śledztwie karnym; sporne okoliczności śmierci Epsteina w 2019 roku w areszcie w Manhattanie; strukturę jego rzekomej siatki handlu seksem; oraz to, czy finansista wykorzystywał powiązania polityczne, aby przez lata uniknąć ścigania.
Precedens, który ma dwie strony
Najpoważniejsze konsekwencje mogą nie mieć nic wspólnego bezpośrednio z Epsteinem. Demokraci natychmiast powołali się na ustanawiany precedens konstytucyjny. Przedstawiciel Robert Garcia z Kalifornii, najwyższy rangą Demokrata w komisji, formalnie zażądał, aby prezydent Trump również zeznawał – argumentując, że skoro byłego prezydenta można zmusić do tego na mocy wezwania, to można to zrobić z każdym innym.
Żaden urzędujący ani były prezydent nie zeznawał przed członkami Kongresu od 1983 roku. Uległość Clintona – choć niechętna – stanowi przełom w relacjach władzy wykonawczej z ustawodawczą, który przyszłe większości kongresowe obu partii mogą chętnie wykorzystać.
Brak nowych rewelacji, ale trwałe skutki
Pomimo dramatyzmu, żaden z Clintonów nie przekazał istotnych nowych informacji na temat przestępstw Epsteina, według ustawodawców z obu stron. Przewodniczący komisji James Comer określił sesje jako „produktywne”, nie podając szczegółów.
Skandal Epsteina nie wykazuje oznak utraty politycznej siły. Na początku tego tygodnia szef Światowego Forum Ekonomicznego Borge Brende zrezygnował ze stanowiska po dochodzeniu w sprawie jego powiązań z Epsteinem. Piątkowe zeznania zapewniają, że rozliczenie Waszyngtonu z siecią powiązań zmarłego finansisty będzie kontynuowane w 2026 roku.