Najkrwawsza kampania wyborcza w Kolumbii od dekad
W Kolumbii, gdzie zamordowano 61 polityków, a jedna trzecia gmin uznana została za niebezpieczną do prowadzenia kampanii, zbliża się najbardziej brutalny sezon wyborczy od pokolenia – co rodzi pilne pytania o demokrację, strategię pokojową Petro i rosnącą siłę narkobiznesu.
Demokracja pod ostrzałem
Kolumbia zbliża się do podwójnego momentu wyborczego – wyborów do Kongresu 8 marca i wyborów prezydenckich 31 maja – w atmosferze przemocy niespotykanej od pokolenia. Co najmniej 61 liderów politycznych zostało zabitych od początku kampanii, według niezależnej Misji Obserwacji Wyborów (MOE). Kandydaci w około jednej trzeciej gmin w kraju nie mogą bezpiecznie organizować wieców publicznych, a nawet odwiedzać wyborców.
MOE szacuje obecnie 170 gmin jako zagrożone wyborczo – to wzrost o 30 procent w porównaniu z cyklem wyborczym w 2022 roku – z czego 81 sklasyfikowano jako znajdujące się w ekstremalnym niebezpieczeństwie. Grupy zbrojne skutecznie przekształciły rozległe obszary Kolumbii w strefy wolne od kampanii, dyktując, którzy kandydaci mogą wjechać na ich terytorium i wywierając presję na wyborców, jak mają głosować.
Zabójstwa i zasadzki
Najbardziej szokującym pojedynczym incydentem było zabójstwo kandydata na prezydenta Miguela Uribe Turbaya – pierwsze zabójstwo aspiranta na prezydenta od ponad 30 lat. W lutym, podejrzani partyzanci ELN zaatakowali konwój senatora Jairo Castellanosa w departamencie Arauca, zabijając dwóch ochroniarzy i ostrzeliwując pojazdy ponad 400 pociskami. Kilka dni później kongresmenka Aida Quilcué została na krótko porwana w niespokojnym regionie Cauca.
ELN posunęła się dalej 10 lutego, publicznie uznając konserwatywnego kandydata na prezydenta Abelardo de la Espriella za cel wojskowy. Inna kandydatka, Paloma Valencia, znacznie ograniczyła swoje ruchy. „Kiedyś spacerowałam, jeździłam na wycieczki, ale teraz nie mogę tego robić” – powiedziała reporterom. Departamenty takie jak Arauca, Cauca i Norte de Santander są zasadniczo niedostępne bez zgody grup zbrojnych kontrolujących teren.
Paradoks Petro
Krytycy wskazują bezpośrednio na flagową politykę „Totalnego Pokoju” prezydenta Gustavo Petro jako główną przyczynę kryzysu. Uruchomiona w 2022 roku strategia zakładała jednoczesne negocjacje ze wszystkimi aktorami zbrojnymi – partyzantami, paramilitarnymi i gangami przestępczymi – zamiast dążenia do konfrontacji militarnej. Analiza przeprowadzona przez Armed Conflict Location and Event Data Project (ACLED) wykazała, że chociaż starcia między siłami bezpieczeństwa a grupami zbrojnymi spadły o 28 procent podczas pierwszych 27 miesięcy rządów Petro, przemoc między grupami wzrosła o 40 procent, ponieważ organizacje rywalizowały o terytorium uwolnione od presji państwa.
Grupy zbrojne działają obecnie w ponad 580 gminach – o 43 więcej niż w analogicznym okresie za poprzedniego rządu. Uprawa koki wzrosła ponad dwukrotnie od 2020 roku, a Nariño i Cauca są głównymi punktami zapalnymi. Klan Zatoki Perskiej, największy kolumbijski kartel kokainowy, całkowicie porzucił rozmowy pokojowe po tym, jak rząd zaczął ścigać jego przywództwo; roczne zawieszenie broni ELN, okrzyknięte w 2023 roku jako historyczne, ostatecznie załamało się na początku 2025 roku, kiedy rebelianci rozpoczęli dużą ofensywę w Catatumbo, w której zginęło ponad 100 osób, a ponad 65 000 zostało przesiedlonych.
Demokracja na szali
Przemoc wprowadziła politykę bezpieczeństwa w samo serce wyścigu prezydenckiego. Twardogłowy de la Espriella – zanim sam stał się celem ELN – zobowiązał się do wstrzymania negocjacji i „neutralizacji” grup, które się nie poddadzą. Lewicowy kandydat Iván Cepeda, architekt Totalnego Pokoju, argumentuje, że dialog pozostaje jedyną realną drogą. Ta wyraźna rozbieżność odzwierciedla kraj głęboko podzielony co do tego, jak odzyskać suwerenność od grup zbrojnych.
Międzynarodowi obserwatorzy ostrzegają, że zezwolenie aktorom zbrojnym na wetowanie kandydatur i zastraszanie wyborców podważa proces demokratyczny u jego podstaw. Ponieważ Petro jest konstytucyjnie pozbawiony możliwości ponownego wyboru, następny prezydent odziedziczy zarówno zrujnowany proces pokojowy, jak i gospodarkę narkotykową działającą blisko szczytu swoich możliwości – zatruty kielich, dla którego kandydaci dosłownie ryzykują życie.