Kryzys w lotnictwie na Bliskim Wschodzie uziemia miliony podróżnych
Amerykańsko-izraelskie ataki na Iran wywołały najpoważniejszy kryzys w lotnictwie od czasu pandemii. Odwołano ponad 11 000 lotów, zamknięto trzy gigantyczne huby w Zatoce Perskiej, a setki tysięcy pasażerów utknęły na całym świecie.
Nagle opustoszałe niebo
Kiedy 28 lutego siły amerykańskie i izraelskie przeprowadziły ataki na Iran, ich skutki nie ograniczyły się do granic państwowych. W ciągu kilku godzin siedem krajów zamknęło swoją przestrzeń powietrzną, a trzy z najbardziej ruchliwych węzłów lotniczych na świecie – Dubai International (DXB), Hamad International w Doha (DOH) i Abu Dhabi International (AUH) – przestały funkcjonować. W rezultacie mamy do czynienia z najostrzejszym globalnym kryzysem w lotnictwie od czasu pandemii COVID-19.
Według firmy analitycznej Cirium, od początku konfliktu odwołano ponad 11 000 lotów do i z regionu, z czego ponad 3400 tylko jednego dnia. Kolejna fala opóźnień spowodowała, że łączna liczba zakłóconych lotów przekroczyła 19 000. Emirates, jeden z największych przewoźników na świecie pod względem liczby pasażerów, zawiesił zdecydowaną większość swoich operacji; Qatar Airways, Etihad, flydubai i dziesiątki zagranicznych przewoźników poszły w jego ślady.
Skala zakłóceń
Trzy gigantyczne huby w Zatoce Perskiej obsługują zwykle około 90 000 pasażerów tranzytowych dziennie. Ich zamknięcie nie tylko uwięziło podróżnych udających się do lub z Zatoki Perskiej – przerwało jeden z głównych korytarzy powietrznych łączących wschód z zachodem, most między Europą a Azją, który przebiega nad Półwyspem Arabskim.
Indie poniosły nieproporcjonalnie dużą część natychmiastowych strat. Tylko 1 marca w Indiach odwołano 350 lotów, a na lotnisku w Bombaju odnotowano 57 odwołań w ciągu jednego dnia, według danych AirHelp. Air China wstrzymała trasy Pekin–Dubaj i Chongqing–Dubaj. Australijska Virgin Australia odwołała sześć lotów do Dohy. Air Canada zawiesiła wszystkie połączenia do Dubaju i Tel Awiwu co najmniej do 23 marca. Delta Air Lines uziemiła trasę Nowy Jork–Tel Awiw do 8 marca.
Rządy gorączkowo starały się ustalić liczbę swoich obywateli. Kanada przyznała, że w regionie przebywa ponad 85 000 zarejestrowanych obywateli; urzędnicy brytyjscy przygotowali scenariusze ewakuacji dla ponad 100 000 obywateli brytyjskich. Zjednoczone Emiraty Arabskie zobowiązały się do pokrycia kosztów hoteli i wyżywienia dla około 20 000 uwięzionych pasażerów.
Finansowe straty dla linii lotniczych
Oprócz zakłóceń dla ludzi, szybko rosną straty finansowe. Linie lotnicze, które zmieniają trasy lotów omijając zamknięty obszar informacji lotniczej Teheranu – lecąc zamiast tego nad Arabią Saudyjską – ponoszą dodatkowe 6000 dolarów kosztów operacyjnych na godzinę lotu, według analityków branżowych cytowanych przez Fortune. Te dłuższe trasy zużywają więcej paliwa i obciążają i tak już napięte grafiki załóg.
Analityk branżowy Henry Harteveldt ostrzegł, że "ceny biletów mogą szybko zacząć rosnąć, jeśli konflikt się przedłuży", ponieważ przewoźnicy przerzucą podwyższone koszty paliwa i operacyjne na pasażerów. Składki ubezpieczeniowe od ryzyka wojennego również wzrosły w przypadku lotów w pobliżu dotkniętej przestrzeni powietrznej.
Paul Charles, czołowy konsultant lotniczy, opisał sytuację jako "koszmarny scenariusz" dla logistyki linii lotniczych: samoloty i załogi są rozproszone po niewłaściwych kontynentach, co powoduje kaskadowe zakłócenia daleko poza samą strefą konfliktu.
Nieśmiałe początki powrotu do normalności
W poniedziałek wieczorem władze lotniska w Dubaju zezwoliły na wznowienie ograniczonej liczby lotów, a Emirates ostrożnie wznowiły wybrane trasy. Etihad Airways jednak utrzymał swoją flotę komercyjną uziemioną co najmniej do środy, zezwalając na niektóre loty towarowe i repatriacyjne. Al Jazeera poinformowała, że ZEA pokrywają koszty pasażerów, a urzędnicy starają się uporać z zaległościami.
Analitycy spodziewają się 7 do 14 dni, zanim nastąpi choćby częściowy powrót do normalnych rozkładów, a pełne przywrócenie sieci tras sprzed konfliktu prawdopodobnie zajmie ponad miesiąc – zakładając deeskalację walk. Poprzednia operacja amerykańsko-izraelska przeciwko Iranowi w 2025 roku trwała 12 dni, co stanowi ponury punkt odniesienia.
Model hubu pod presją
Oprócz natychmiastowego chaosu, kryzys podniósł fundamentalne pytania dotyczące modelu hubu w Zatoce Perskiej. Przez dwie dekady Dubaj, Doha i Abu Dhabi budowały swój dobrobyt na byciu niezbędnymi punktami tranzytowymi między Wschodem a Zachodem. Analityk lotniczy Tony Stanton ostrzegł, że przedłużający się konflikt może spowodować trwałe "zresetowanie" map tras, a przewoźnicy i pasażerowie przeniosą się do alternatywnych hubów postrzeganych jako mniej ryzykowne – w tym do Stambułu, Bombaju i Singapuru.
Na razie setki tysięcy uwięzionych pasażerów pozostają najbardziej widocznym kosztem – czekają przy bramkach od Bali po Londyn na niebo, które na razie zamknęło się nad Bliskim Wschodem.