Ekonomia

Jak działają bony oświatowe – i dlaczego dzielą Amerykę

Programy bonów oświatowych przekierowują środki publiczne, aby umożliwić rodzinom wybór szkół prywatnych. W związku z tym, że około 30 stanów USA oferuje obecnie jakąś formę tej polityki, debata na temat ich skuteczności i sprawiedliwości jest bardziej gorąca niż kiedykolwiek.

R
Redakcia
4 min czytania
Udostępnij
Jak działają bony oświatowe – i dlaczego dzielą Amerykę

Podstawowa idea

Bon oświatowy jest zwodniczo prosty: zamiast finansować bezpośrednio szkołę publiczną, stan przekazuje rodzinom część środków przeznaczonych na edukację na jednego ucznia i pozwala im wydać je w wybranej przez siebie szkole prywatnej – w tym w instytucjach religijnych. Koncepcja ta sięga ekonomisty Miltona Friedmana, który w swoim przełomowym eseju z 1955 roku The Role of Government in Education argumentował, że konkurencja i wolność konsumentów powinny regulować szkolnictwo w taki sam sposób, w jaki regulują inne rynki.

Przejście od teorii do praktyki zajęło dziesięciolecia. Wisconsin stworzyło pierwszy nowoczesny program bonów w 1989 roku, uruchamiając Milwaukee Parental Choice Program, skierowany do rodzin mniejszościowych o niskich dochodach. Dziś około 30 stanów USA prowadzi jakąś formę bonów lub kont oszczędnościowych na edukację, a co najmniej 18 z nich ma charakter powszechny – co oznacza, że każda rodzina może ubiegać się o nie bez względu na dochód.

Bony a konta oszczędnościowe na edukację

Nie wszystkie programy działają w ten sam sposób. Tradycyjne bony pokrywają wyłącznie czesne w szkołach prywatnych. Nowszy model, Konto Oszczędnościowe na Edukację (ESA), deponuje fundusze stanowe na koncie kontrolowanym przez rodziców, z którego można opłacić czesne, korepetycje, kursy online, terapię, a nawet przyszłe wydatki na studia.

Arizona uruchomiła pierwsze ESA w 2011 roku. Floryda jest obecnie liderem pod względem liczby uczestników, z ponad 220 000 uczniów korzystających z ESA, według Education Week. Teksas wszedł na arenę z tym, co może być największym programem – 1 miliard dolarów na rok szkolny 2026–27, oferując około 10 470 dolarów na ucznia i do 30 000 dolarów dla uczniów z niepełnosprawnościami.

Co mówią badania

Dowody na wyniki akademickie są zaskakująco mieszane – i coraz bardziej negatywne. Cztery rygorystyczne badania w Waszyngtonie, Luizjanie, Indianie i Ohio wykazały, że średnio uczniowie korzystający z bonów uzyskali gorsze wyniki w standardowych testach niż podobni rówieśnicy, którzy pozostali w szkołach publicznych, zgodnie z analizą Brookings Institution.

Wyniki z Luizjany były szczególnie wyraźne: naukowcy udokumentowali negatywny wpływ sięgający nawet 0,4 odchylenia standardowego – co jest niezwykle dużą wartością w standardach polityki edukacyjnej – przy czym spadki utrzymywały się przez lata. Indiana odnotowała podobne spadki w matematyce trwające cztery lata.

Jednak obraz nie jest całkowicie ponury. W Waszyngtonie początkowe spadki w matematyce odrobiły się do trzeciego roku. A oddzielny zbiór badań, przeanalizowany przez Fordham Institute, sugeruje, że szkoły publiczne narażone na konkurencję bonów mają tendencję do nieznacznej poprawy – odkrycie to powtórzono na Florydzie, w Milwaukee, Ohio, a nawet w Kanadzie.

Zadowolenie rodziców jest natomiast zwykle wyższe wśród użytkowników bonów, nawet jeśli wyniki testów są niezmienne.

Luka w odpowiedzialności

Krytycy wskazują na zasadniczą asymetrię: szkoły publiczne podlegają rozbudowanym wymogom dotyczącym testowania, raportowania i nadzoru, podczas gdy wiele szkół prywatnych akceptujących bony nie podlega takim wymogom. W Arizonie audytorzy zgłosili rodziny wykorzystujące fundusze ESA na podejrzane zakupy. W Karolinie Północnej niektóre szkoły prywatne zgłosiły więcej bonów niż faktycznie zapisanych uczniów. Badania przeprowadzone przez Economic Policy Institute wskazują, że kiedy Luizjana zażądała od szkół bonowych spełnienia tych samych standardów testowania, co szkoły publiczne, wyniki znacznie się poprawiły – co sugeruje, że odpowiedzialność ma znaczenie.

Większa stawka

Zwolennicy przedstawiają bony jako kwestię praw obywatelskich: każde dziecko zasługuje na dostęp do najlepszej dostępnej edukacji, a nie tylko te, które stać na prywatne czesne. Przeciwnicy argumentują, że bony uszczuplają zasoby szkół publicznych, które obsługują zdecydowaną większość uczniów, oraz że programy te w nieproporcjonalny sposób przynoszą korzyści rodzinom, które już płaciły za szkołę prywatną.

Presja budżetowa jest realna. Alabama odnotowała 36 000 wniosków na zaledwie 14 000 miejsc w ESA, co skłoniło gubernatora do zaproponowania podniesienia finansowania programu z 180 milionów dolarów do 250 milionów dolarów. Jak donosi Stateline, koszty szybko rosną, ponieważ programy rozszerzają się od ukierunkowanych programów pilotażowych do powszechnych uprawnień.

Sądy również zabierają głos. Sędziowie w Ohio i Utah odrzucili programy bonów jako niezgodne z konstytucją, podczas gdy sąd najwyższy Idaho jednogłośnie podtrzymał swój program. Federalna inicjatywa stypendialna z ulgą podatkową – oferująca do 1700 dolarów na darowiznę podatnika – ma podpisanych 27 gubernatorów, czterech odmawia, a 19 jest nadal niezdecydowanych.

Bony oświatowe nie są już eksperymentem. Przekształcają sposób, w jaki Amerykanie myślą o edukacji publicznej – a debata na temat tego, czy siły rynkowe poprawiają, czy niszczą szkolnictwo, jest daleka od rozstrzygnięcia.

Ten artykuł jest dostępny także w innych językach:

Powiązane artykuły