Nauka

Czym jest Strefa Clarion-Clipperton i dlaczego ma znaczenie?

Strefa Clarion-Clipperton to rozległy obszar dna Pacyfiku bogaty w kluczowe minerały i nieodkryte gatunki. Znajduje się w centrum globalnej debaty na temat wydobycia na dnie morskim.

R
Redakcia
4 min czytania
Udostępnij
Czym jest Strefa Clarion-Clipperton i dlaczego ma znaczenie?

Ukryta granica między Hawajami a Meksykiem

Rozciągająca się na około 4500 mil przez środkowy i wschodni Ocean Spokojny, Strefa Clarion-Clipperton (CCZ) jest jednym z najmniej zbadanych miejsc na Ziemi. Nazwana na cześć dwóch systemów podwodnych uskoków, które wyznaczają jej północną i południową granicę, ta równina abysalna zajmuje powierzchnię około 4,5 miliona kilometrów kwadratowych – obszar mniej więcej wielkości kontynentalnych Stanów Zjednoczonych. Jej płaskie, pokryte osadami dno morskie znajduje się cztery do pięciu kilometrów pod powierzchnią, w wiecznej ciemności i temperaturach bliskich zeru.

Jednak to odległe pustkowie jest dalekie od pustki. CCZ kryje w sobie oszałamiającą bioróżnorodność i biliony dolarów w postaci kluczowych minerałów, co czyni ją centralnym punktem zaciekłej globalnej debaty: czy ludzkość powinna wydobywać surowce z głębin oceanicznych?

Skarb na dnie morskim

Na równinach abysalnych CCZ rozsiane są miliardy konkrecji polimetalicznych – bryłek skał wielkości ziemniaka, które tworzą się przez miliony lat, gdy rozpuszczone metale wytrącają się wokół jądra, takiego jak ząb rekina lub fragment muszli. Warstwa po warstwie gromadzą mangan, nikiel, kobalt, miedź, tytan i pierwiastki ziem rzadkich.

Są to dokładnie te metale, których świat potrzebuje do produkcji baterii, turbin wiatrowych, smartfonów i pojazdów elektrycznych. Według czasopisma Nature Reviews Earth & Environment, sama CCZ zawiera więcej niklu i kobaltu niż wszystkie znane rezerwy lądowe razem wzięte. To sprawiło, że strefa ta stała się nieodparta dla firm wydobywczych, które mają na oku transformację w kierunku czystej energii.

Siedlisko bioróżnorodności w ciemności

Ostatnie badania podważyły założenie, że głębiny oceaniczne są jałowe. Przełomowa pięcioletnia ekspedycja udokumentowała prawie 800 gatunków w CCZ, a naukowcy z Natural History Museum szacują, że od 88 do 92 procent gatunków w tej strefie pozostaje naukowo nieopisanych. Wiele z nich nie występuje nigdzie indziej na Ziemi.

Jak na ironię, same konkrecje, które są celem wydobycia, stanowią główne siedlisko dla większości tego życia. Na pozbawionej cech charakterystycznych równinie abysalnej konkrecje są jedną z niewielu twardych powierzchni, do których mogą przyczepiać się organizmy – gąbki, koralowce, ksenofiofory i niezliczone bezkręgowce są od nich zależne.

Jak wyglądałoby wydobycie na dnie morskim

Proponowany proces wydobycia polega na rozmieszczeniu ciężkich robotycznych kolektorów na dnie morskim. Maszyny te odsysają konkrecje wraz z górnymi warstwami osadów, a następnie pompują materiał rurą wznoszącą na statek nawodny. Odpady osadowe są odprowadzane z powrotem do słupa wody, tworząc pióropusze, które mogą dryfować na setki kilometrów.

Naukowcy ostrzegają, że skutki mogą być poważne i długotrwałe. Badanie opublikowane w Nature przeanalizowało testowy tor wydobywczy naruszony cztery dekady temu i wykazało, że skutki biologiczne utrzymują się – wiele organizmów nie odzyskało sił. Ponieważ gatunki głębinowe rozmnażają się powoli, a konkrecje odrastają miliony lat, niektórzy naukowcy twierdzą, że wydobycie może spowodować nieodwracalną utratę gatunków.

Kto decyduje?

Zgodnie z prawem międzynarodowym CCZ leży na wodach wykraczających poza jurysdykcję jakiegokolwiek państwa. Dno morskie jest prawnie określane jako „Wspólne Dziedzictwo Ludzkości”, a jego zasoby mineralne są regulowane przez Międzynarodowy Urząd Dna Morskiego (ISA), organ Organizacji Narodów Zjednoczonych z siedzibą na Jamajce. ISA wydała kontrakty na poszukiwania 17 firmom i rządom, ale nie zatwierdziła jeszcze komercyjnego wydobycia.

Negocjacje w sprawie Kodeksu Górniczego regulującego wydobycie wielokrotnie utknęły w martwym punkcie. Na sesjach w 2025 r. Rada ISA nadal nie była w stanie osiągnąć konsensusu, a tekst regulacyjny nadal był w dużej mierze ujęty w nawiasy z nierozwiązanymi sporami. W międzyczasie Norwegia stała się pierwszym krajem, który zatwierdził wydobycie na dnie morskim na własnych wodach w 2024 r., tylko po to, by odroczyć wydawanie licencji do 2029 r. po ostrej reakcji środowiska naukowego i opinii publicznej.

Kluczowy dylemat

Zwolennicy argumentują, że minerały z dna morskiego mogłyby zmniejszyć zależność od niszczącego środowisko wydobycia lądowego i przyspieszyć transformację w kierunku zielonej energii. Krytycy odpowiadają, że recykling, innowacje technologiczne i strategie gospodarki o obiegu zamkniętym mogłyby zmniejszyć zapotrzebowanie na minerały nawet o 58 procent do 2050 r., czyniąc wydobycie oceaniczne zbędnym. Największe korporacje, w tym BMW, Samsung i Google, zobowiązały się, że nie będą pozyskiwać minerałów z głębin morskich.

Na razie Strefa Clarion-Clipperton pozostaje nietknięta – rozległe, ciemne repozytorium zarówno bogactw mineralnych, jak i biologicznej tajemnicy. Sposób, w jaki świat zdecyduje się ją traktować, może zdefiniować zarządzanie oceanami na pokolenia.

Ten artykuł jest dostępny także w innych językach:

Powiązane artykuły